Critical Role | Critical | Crossing Lines

Patolka

Oglądanie patolki przez 30 min. w nadziei na odbicie ma jakiś sens. Niestety oglądanie patolki przez 120 min. bez zwrotu akcji, bez intrygi, bez niczego co mogłoby cokolwiek zainteresować to zwyczajnie strata czasu. Najlepsza rola Dafoe ??? ha ha ha

50
  • Jak chcesz zwrotów akcji i intrygi, to idź na sensację czy kryminał. Ja ten film odbieram zupełnie inaczej. Poniekąd osobiście. Patolka? Musisz wiedzieć, ze na każdego takiego banana jak Ty, przypada 3, dla których takie dzieciństwo to było i jest codzienność. I sukces jeśli chociaż część może z tego wyskoczyć. Skoro uważasz, że to patolka i sie wynudziłeś, to potraktuj to jako edukacyjne doświadczenie. Mogłeś zobaczyć, że świat wygląda inaczej obok bananowego raju jaki(mam nadzieję) stworzyłeś wokół siebie razem ze swoimi bliskimi. Idąc na film wiedziałem czego będzie dotyczył, na pewno pouczający. I jako taki jest bardzo dobry. Tak uważam. Pozdrawiam

    • Uważasz że to nie patologia? Brak dyscypliny, dzieci (dziecko) robią co chcą i gdzie chcą bez ponoszenia żadnej kary, a matka robiąca syf jak coś jej nie przypasuje czy przyklejająca podpaskę do szyby, to normalne zachowanie, a nie śmiecia z marginesu?
      Jej świat tak wygląda, bo widocznie sama tego chce. Jeżeli "chcesz" coś zmienić nie robiąc nic, to brniesz dalej w syfie.
      KAŻDY może z tego wyskoczyć.
      Nie broń ludzi, którym ciężko ruszyć tyłek aby poprawić swój los. Dostała to na co zasłużyła, chociaż i tak za dobrze miała.
      Trujesz o bananowym raju, ale jak sam napisałeś "jaki stworzyłeś wokół siebie razem ze swoimi bliskimi" czyli coś ze swoim życiem pozytywnego zrobił i stworzył, nikt mu tego nie dał. Każdy może mieć ten "bananowy raj", ale do tego trzeba ciężkiej pracy, a nie żebrania.

      • Przecież uważam dokładnie tak samo. Chodziło mi tylko o taki lekceważący stosunek dla ludzi, których życie nie wygląda tak, jak określają to dzisiejsze ramy. Zdaję sobie sprawę, że dla jednego wizyta w kinie na tym filmie będzie jak wizyta w zoo. Dla innego będzie bliżej jego realiów...a jeszcze innemu trafi w samo sedno. Ja byłem pewien po seansie, że będą takie komentarze...bo świat tak teraz wygląda. Nie wiem na jakie lata przypada Twoje dzieciństwo, ale wg dzisiejszych norm byłoby określone mianem skrajnej patologii...a wspominam je dobrze. Było szczęśliwe. Ja akurat miałem bardzo odpowiedzialnych rodziców...a mimo to cud, że żyję :) a kartoteke mam niemalże czystą :D a wspomnienia bezcenne.
        Ja również uważam, że każdy jest kowalem własnego losu, i wątpię żeby ktoś żył na 'gorszym' poziomie wbrew sobie...twierdze tylko, że to jeszcze nie powód to drwin. Daleki jestem od użalania się nad losem pokrzywdzonych, ale jeszcze trudniej przychodzi mi ocenianie ludzi. Każdy powinien zająć się sobą...a pomijając całkiem kwestie społeczne, to ponad wszystko chodziło mi o to, że idąc na film z Jasonem Stathamem, nie oczekuję intelektualnej uczty.

      • Śmiecie z marginesu jeszcze przyjdą i cię zeżrą

  • Jeśli "patolka" jest jedynym co umiesz wyciągnąć z tego filmu, to prawdopodobnie do niego nie dojrzałeś

    • Zgadzam się, że jeśli ktoś wyciąga z tego filmu jedynie "patolkę", to pewnie jest trochę ignorantem, ale dlaczego oburzać się na samo określenie? Trudno z tym zwrotem się nie zgodzić, bo to co uskuteczniała w filmie mama Moonee i generalnie obraz całego środowiska to przecież koszmarna patologia, trudno się na to patrzyło. Ja również nie wyciągnąłem z seansu wiele więcej, bo nie było w filmie żadnego przełamania, żadnego "silver lining", jedynie niesamowicie depresyjny obrazek jak to niektórzy mają w życiu przesrane. Powiedzmy więc że w pewnym stopniu "Florida Project" ma wymiar edukacyjny, ale czy otwierający oczy? Zdaję sobie sprawę, że niektórzy ludzie tak żyją i nie jestem pewien czy chcę to oglądać w kinie. Co poza tym daje ten film?

      • Zwraca uwagę na to jak wielka szczerość uczuć może być w tej patologii i że często ludzie dbają tam o bliskich zdecydowanie bardziej niż u ludzi "normalnych", spychających ich na margines

        • 1) Ludzie z marginesu dbają o bliskich zdecydowanie bardziej niż reszta? Jakoś tego nie zauważyłem. Ok, mama Moonee, w pewnym sensie i na swój popieprzony sposób, o nią dbała, ale to chyba normalne że mama dba o swoje dziecko? Jeśli mówisz o Bobbym, to był on jedyną pozytywną postacią - z jakąś dozą empatii i który nie miał innych gdzieś. Ale tak jak mówię to wyjątek i też nie jakaś Matka Teresa; po prostu porządny gość. Jakieś inne przykłady tej dbałości o innych? 2) Wielka szczerość uczuć? Matka która wychowuje dziecko bezstresowo i udaje że wszystko jest super, a za przeproszeniem daje d*** żeby w ogóle miały co jeść? Czy może "przyjaciółki" które nie potrafią sobie powiedzieć jak ludzie co zepsuło ich relacje i leją się po pyskach? Nie chcę być zaczepny, po prostu nie jestem w stanie dostrzec tego co piszesz, będę wdzięczny za przykłady.

          • Nie, mowię chociazby o typie, który idzie uprawiać sex z Halley, mimo, że ma te wejściówki rodzinne do jakiegoś tam miejsca dla dzieci(już zapomniałem co to dokładnie było) czy para turystów, w której dziewczyna robi gigantyczną i histeryczną awanturę chłopakowi o ten hotel, drąc sie przy tym i traktując wszystkich mieszkańców apartamentów Bobby'ego jak podludzi.

            I nie pisałem nigdzie o wychowaniu, a o dbaniu o bliskich i szczerości uczuć.

            • To dowodzi tylko że niektórzy faceci są dupkami którzy sypiają z innymi mimo że mają rodziny, a niektóre babki są sukami traktującymi innych jak podludzi. To trochę mało żeby ustalić regułę, że ludzie z marginesu cechują się większą szczerością uczuć i opiekuńczością wobec bliskich. Nie pojmuję jak można dojrzeć u bohaterów filmu takie pozytywy, jeśli większość z nich to egoiści, bezczelne chamy, nieroby z roszczeniową postawą i spaczonym poczuciem moralności (chociaż powiedzmy że mama Scooty'ego była ok). Ja tego nie widzę, ale to Twoja opinia, nie chcę ciągnąć za język.

              • Jest podstawowa różnica między wychowaniem, a okazywaniem uczuć.
                Jeśli dana "ulozona" osoba będąc w małżeństwie i mając dzieci sypia z jakąś losową lalą, właśnie z patologii, to nie okazuje ona prawdziwych i szczerych uczuc swojej żonie, bo ją zwyczajnie zdradza.

                To drugie dowodzi raczej też tego, że nie zależy jej wcale na osobie, którą kocha, a na tym, żeby samemu dupkowato spędzić dobrze czas.

                Halley natomiast dba o dobro swoich dzieci, a do normalnej roboty zwyczajnie nie chcą jej przyjać, o czym było mówione.
                I zauważ, że jak zdobywa pieniądze, to większa ich częśc idzie na córkę.

                Nie wszystko musi być w filmie tlumaczone wprost, niektóre rzeczy trzeba sobie dopowiedzieć z tego, co mamy przedstawione na ekranie

                • Nie trzeba mi tłumaczyć dlaczego wspomniane zachowania są złe, to naprawdę dość oczywiste :) tylko po raz kolejny - to po prostu przykłady tego że niektórzy tacy są, nie dopatrywałbym się tu celowego zabiegu zestawienia nieczułych, nieszczerych, normalnych ludzi z bardziej szczerymi i lepiej dbającymi o bliskich ludźmi wywodzącymi się z patologicznych środowisk. No bo jak się do tej teorii ma Bobby? Jest normalnym (w sensie nie z rodziny pato) i bardzo porządnym gościem. Nie podałaś też przykładów tych chwalebnych zachowań u marginesu - bo to że Halley dba (na swój sposób - chyba się zgodzimy że mimo chęci jest tragiczną matką) o dobro swojej córki, to chyba normalne i tak powinno być w każdej rodzinie, nie wiem za co ją tu chwalić. Myślę że nie ma co ciągnąć tematu. Ja w filmie nie znalazłem tego co Ty i mnie nie przekonał, uważam że żeby znaleźć coś więcej trzeba się na siłę doszukiwać, bo jak dla mnie mimo dużego potencjału jest prosty i jednowymiarowy, za to świetnie zagrany. Pozdrawiam.

                • "tak powinno być w każdej rodzinie, nie wiem za co ją tu chwalić"

                  No a nie jest i właśnie biedocie i patologii przypisuje się brak uczuć do dzieci

                • Uważam, że puszczanie dziecka samopas, karmienie pizzą i cola po nocy to nie jest przykład na dbanie o dziecko. Ludzie!!! Miłość to tez wychowywanie a nie hodowanie. Nie może znaleźć pracy bo nie chce, bo łatwiej jej jest dać dupy niż ogarnąć się i ruszyć do normalnej pracy. Trochę rozsądku bo nie można negować odrazu faceta, ze zły bo zdradza żonę a babka robiąca to samo, w imię miłości już jest bohaterką. Film może i dość ciekawy ale doszukiwanie się w nim drugiego dna to trochę za dalekie.

                • To nie jest doszukiwanie się drugiego dna, a zbieranie faktów przedstawionych w filmie.
                  Kochanie kogoś nie oznacza jeszcze, że jest się zdolnym do opiekowania tą osobą.

        • No nie wiem czy bym chciała żeby ktoś mnie tak "kochał" jak ta szajbnięta mamusia. Ona zniszczyła córce życie.

          • Nic nie zniszczyła, chyba, że twoje życie kończy się na okresie dziecięcym

            • Nie kończy się na okresie dziecięcym, ale nawet laik wie, że właśnie wtedy kształtuje się trzon naszej osobości i przerózne zachowania, lęki, etc., które rzutują na dalsze życie. Równie dobrze mógłbyś stwierdzić, że dzieci z rodzin alkoholowych, przemocowych czy zaniedbujących mają luz, bo w końcu ich życie się nie kończy na okresie dziecięcym. Widziałeś chyba jak się zachowuje Moonee, jaka jest chamska, jak traktuje kradzież czy wandalizm za normę, jak nikogo nie szanuje. Takie rzeczy nie znikają ot, od pstryknięcia palcem. Ostatecznie jest szansa, jeśli przekazali ją jakiejś sensownej rodzinie, że dziewczynka się ogarnie i będzie bardziej przystosowana do społeczeństwa. Jeśli by została z matką, na pewno wyrosłaby na drugą taką samą jak ona. Sorry, jeśli dziecko w wieku kilku lat kradnie, to wątpię, by samo z siebie nagle zamieniło się w normalnego dorosłego.

  • Uważam, że swoją wypowiedź powinieneś oznaczyć jako spoiler.

  • Zgadzam się, że ten film niczego nie wnosi. Tematyka nie jest ani świeża, ani jakoś szczególnie dobrze podana. Nie wiem, może amerykańskim widzom ten film jest potrzebny i jakoś się wpisuje w tamtejszą dyskusję, ale u nas jest zwyczajnie nijaki.

    Natomiast dla roli debiutantki Bria Vinaite warto się przemęczyć. Solidnie zagrane.

  • Tak widzę że w ogóle jest jakaś moda na patologię w tym sezonie nagród. Florida Project, Three Billboards, I, Tonya. Może Hollywood wszedł w Trumpową narrację i zauważył w końcu ludzi który go wybrali.

  • Patologia w rodzinie Moonee nie podlega dyskusji - ale przecież film nie był o patologii - ale był o niewinności dzieciństwa, energii dzieciństwa, całej radości. Mała Moonee niemal rozpierała ekran swoją żywością, energią, szczerością uczuć.
    A Ci wszyscy dorośli w filmie - od kierownika hotelu do matek dzieci - widzieli tą niewinność, tę radość - widzieli ją - i przecież musiał ich tym bardziej uderzać dramat ich życia, ich przegrane życia, ich błędne decyzje.

    Np. ten kierownik - patrzy na te biegające dzieci - niby z niechęcią, ale w gruncie rzeczy chroni je, jak tylko może i pomaga - oczywiście na miarę swoich sił.
    Albo matka Moonnee - wiadomo kim jest, wiadomo czym się trudniła i że była w więzieniu - a przecież robi co może, żeby przedłużyć radość bycia z Moonee. To matka "grzeje" się w cieniu córki, a nie córka szuka oparcia u matki.

    Wreszcie to film o końcu niewinności, o brutalnym zakończeniu dzieciństwa. Kiedy Moonee wybucha płaczem w obecności swojej koleżanki jest zupełnie sama. Jej przyszłość jest niejasna - i przecież dobrze wszyscy wiemy, że to kim była ta dziewczynka, że cała jej radość, cała energia, cały zapał życia - w końcu zniknie.
    I nikt nic z tym nie robi. Że jej życie będzie bardzo trudne, że prawdopodobnie skończy jak swoja matka - chociaż na to w ogóle nie zasłużyła.

    Nie oglądałeś filmu o patologii. Oglądałeś film o straconym dzieciństwie, o końcu marzeń i beztroski, o złamanych życiach.

  • MI tam się Dafoe nareszcie podobał w jakimś filmie. Zawsze grał albo wielkiego macho albo autoparodię. A teraz zagrał człowieka.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: