Taarak Mehta Ka Ooltah Chashmah | Got Gisele | Aboriginal Education - 950 Words
Na filmwebie od:
14 sierpnia 2010

katedra

nie podano imienia i nazwiska

Rankingi

dodający:
2 pkt. #616 styczeń [-1]
1164 pkt. #1660 wszech czasów [+1]

Podobieństwo

? %
Poziom Waszego podobieństwa nie jest znany. Zaloguj się.

blog (Odrobinę bliżej nieba)

RSS
  • Obejrzane październik/listopad 2017





    Tajemnica Filomeny (2013)

    Po raz kolejny na tapetę bierze się Kościół, tym razem perspektywa zakonu sióstr i po raz kolejny puenta jest zabójcza - Kościół jako instytucja to wylęgarnia zła.
    Okrutne zakonnice sprzedają dzieci biednych, samotnych matek za granicę i mają na tyle buty, że nawet po latach twierdzą, iż to one uratowały głupie dziewuchy przed piekłem. Film wstrząsa przez to na poziomie emocjonalnym - podobnym co wiadomości wieczorne, jednak nie pozostaje na zbyt długo w głowie.
    Chwała Bogu, że reżyser jest na tyle powściągliwy i nie gra kontrowersyjnym tematem, wydając na lewo i prawo łatwe osądy. Buduje skromny obraz zrozpaczonej matki, która chce po prostu odnaleźć swoje dziecko i dowiedzieć się, czy o niej pamiętało. Szczerość i szlachetność filmu ujmuje, jednak brak determinacji tytułowej Filomeny i jej konserwatywna postawa (nauczyły mnie jak żyć ascetycznie i poddańczo, więc czuję do nich respekt) sprawia, że walka o dziecko jest tu jakby z doskoku. Gdyby nie córka Filomeny prawdopodobnie niewiele by się wydarzyło, dlatego wydarzenia wydają się dziwacznie pretekstowe przy biernej postawie Filomeny.
    I standardowo jeśli chodzi o nominacje do nagród - ważny i poważny temat, podany na zimno, ale z lekkością i wdziękiem. Szkoda, że o takich historiach można już usłyszeć wszędzie i do końca nie poczułem, że ta wycofana kobieta naprawdę chce dowiedzieć się, co z jej synem.

    PS: Zdjęcia na piąteczkę z plusem!

    5/10




    Thor: Ragnarok
    (2017)

    Taika w przeciwieństwie do Whedonów i innych randomowych reżyserów zatrudnianych przez Marvela, wie o co chodzi w komiksach i nawet jeśli wyciąga z szafy zakurzone i tandetne rekwizyty superbohaterskie, doskonale wie jak ich użyć, aby widz dobrze się bawił. Nie rezygnuje przy tym z zabawy formą (kadrowanie z perspektywy młota Thora, odpałowy soundtrack, mitologiczno-retro mix) i samą postacią Thora, który po raz pierwszy zyskuje jakiś charakter, nie jest jedynie zabawnym gościem z innych czasów, który mruczy coś pod nosem i wali na lewo i prawo młotem.
    Retro podejście średnio mi do tego wszystkiego pasuje, bo naprawdę już chce się rzygać tym oldskulowym szałem jaki panuje w Hollywood. Jednak największym grzechem Taiki jest zbyt lekka ręka do robienia naprawdę dużego rozpierdzielu w uniwersum. Uśmiercenie Odyna (jedna z najpotężniejszych postaci w MCU traci moc o tak - pstryk, pstryk), rozwalenie Asgardu (dobra, dobra, liczy się lud, a nie planeta, ale sprowadzenie Asgardu do mieszkańców stolicy i dwóch ważnych artefaktów to śmiech na sali), całkowite pozbycie się Jane z uniwersum (zbędna postać - to fakt, ale pozbycie się jej jednym dialogiem to jednak trochę scenariuszowy przypał), pojednanie Lokiego i Thora (po jednym dialogu braciszkowie walczą ramię w ramię, ba, nawet Loki robi finalną epicką odsiecz, ponieważ odkrył, że jednak kocha brata - facepalm). Wszystko ma jeden wspólny mianownik - kręcenie beki i robienie czegoś fajnego. Odyn musiał umrzeć, aby Thor zyskał turbo moc piorunów, Asgard musiał być rozwalony, aby była fajna rozpierducha, a Loki i Thor musieli się pojednać, aby Zeppelini mogli podsycać finałową rozwałkę na tęczowym moście. Nie ukrywam, miałem z tego dużą radochę, ale po kolejnych seansach prawdopodobnie nie pozbieram kopary z ziemi. Ten film jest zbyt autonomiczny i paradoksalnie robi taki burdel,w już i tak niespójnym uniwersum, że po latach będzie równie wiarygodny i potrzebny dla świata Marvela co Iron Man 3.
    Fajnie jest, pośmialiśmy się, porozrabialiśmy, ale czas wracać na Ziemię i przestać być jedynie śmieszkiem w przyciasnym stroju rycerzyka.

    7/10




    Wilk
    (1994)

    Nieco zbyt kwadratowy, może wszystko przez zbyt szybką przemianę i miotanie się między erotycznym romansem a hołdem dla klasycznego, gotyckiego horroru. Zabrakło powolnego wchodzenia na kolejne etapy zezwierzęcenia i nieco mniej koślawego i slapstickowego gore, szczególnie mogli sobie darować poklatkowe zwierzaki - przecież to można było nagrać za garstkę dolarów!
    Na uwagę zasługuje jednak widoczny szacunek do klasyki (architektura, aranżacja wnętrz, kadrowanie, próby podkreślenia, że to nie zwykły straszak, lecz szlachetne gotyckie dzieło na temat męskiego seksualizmu).

    PS: Nicholson irytuje swoim emploi, znowu nieco znudzony, nieco wkurzony Joker/Jack.

    5/10




    Pocahontas
    (1995)

    Miłość w kolonialnej zawieruszy, tam gdzie stykają się światy, a ludzie wyciągają pazerne łapska po skarby Matki Natury. Oczywiście wszystko odpowiednio przekonwertowane dla najmłodszych - czytaj: z dużą liczbą uproszczeń, bez subtelności, ze zbyt mocno zarysowanymi i przerysowanymi postaciami.
    Na uwagę zasługuje gotowanie się do ostatecznej bitwy - operowa inscenizacja, pychota!
    No ale Avatar robi wszystko dłużej, subtelniej, lepiej, a w świecie Pandory chce się rzeczywiście zostać na zawsze. No i eko przesłanie mocniejsze. Może czasem pompa z klasą jest lepsza od szlachetnej skromności.

    6/10





    Dom w głębi lasu (2012)

    Korpo kulisy straszenia. Błyskotliwy pastisz na miarę Krzyku, z idealnie zarysowaną granicą między humorem a krwistym slasherem. Niestety, tak jak Scream operuje na kliszach i durnych schematach i mimo iż je wyśmiewa, to ostatecznie nie potrafi sobie z nimi poradzić i porządnie rozliczyć z nich gatunku. Widać to zwłaszcza w finale i całemu mechanizmowi korporacyjnemu. Dużo lepiej, gdyby zrezygnowali z wchodzenia na poziom ogólnoświatowy i metafizyczny i zrobili talk show dla bogaczy, którzy chcą zobaczyć nieco krwi. Budzenie Przedwiecznych wydaje się być oderwane od czegokolwiek, co widz może znać z gatunku i stoi zbyt mocno w opozycji do zgrywy jaką robią sobie twórcy z m.in. Martwego zła.

    6/10




    Kong: Wyspa Czaszki
    (2017)

    Nigdy nie byłem wielkim fanem wielgachnej małpy, która lubi robić porządki zarówno w buszu, jak i w Nowym Jorku. W ogóle monster movie, również te nowe, nie sprawiają mi zbyt wielkiej radochy. Ot, wielkie potwory/roboty naparzają się, niszcząc przy okazji dziedzictwo cywilizacji. Zwykle przy tego typu produkcjach zwracam uwagę na design owych "dużych szefów" i ich ewentualnych przeciwników oraz sposób ich przedstawienia: wejścia, ślady przejścia, mitologię wokół. Gdzieś na drugim planie są ludzcy bohaterowie, może nawet na trzecim, bo nie ma się co oszukiwać - potrzebni są jako statyw kamery, aby bez celu nie krążyła wokół wielkich, głównych bohaterów nie z tej ziemi.
    I Kong spełnia moje kryteria w 100%. Bohaterowie ludzcy są zepchnięci wystarczająco w cień, aby ich losy nie były przedkładane nad tytułową gwiazdę, a mimo to pozostają na tyle wyraźni i prawdziwi, że śledząc ich losy czuję stawkę, czuję, że mogą naprawdę zginąć. Tytułowy Kong to szeryf na swojej prywatnej wyspie, jedno z książąt wielkiego królestwa potworów i naprawdę srogi skurczybyk, który zna bardzo ludzkie rzeczy: wie, co to zemsta, wie jak z drzewa zrobić pałkę i z kim trzymać, a kogo rozczłonkowywać i rozpaćkiwać na plamę. Mimo iż jego mitologia nie opiera się na personifikacji natury i prymitywnego instynktu, to doskonale wpisuje się w uniwersum, które jest tworzone (mimo iż mają się w nim pojawić inne potwory, łącznie z tymi absurdalnymi ćmami i wielogłowymi smokami, to mam z łyknięciem tego o wiele mniejszy problem niż chociażby z uniwersum potworów Universala). I najważniejsze, przy natłoku akcji, pomijającej zbędną ekspozycję (chociaż godzinka więcej podziwiania tej szalonej wyspy byłaby jak złoto!) i przy wysypie egzotycznych paskudztw tajemniczej wyspy - ten film jest stylistycznie i inscenizacyjnie jakiś. Bezpośrednio nawiązuje całym swoim jestestwem do Jądra ciemności i Czasu Apokalipsy, ma mnóstwo odrealnionych, a jednocześnie genialnie zaaranżowanych scen akcji (walka w oparach gazu czy starcie z bambusowym pająkiem - jakie to jest dobre!) i bawi się operatorskimi efektami jak żaden blockbuster w ostatnich dekadach (nawet na efekt vertigo znalazło się miejsce). Więcej, stylistyka jest mocno zakorzeniona fabularnie i ma całkowicie racjonalne wytłumaczenie w świecie przedstawionym.
    Takich blockbusterów życzę sobie więcej, na pełnej, a przy tym z charakterem, z pomyślunkiem i wielką radochą. Czekam na kolejne filmy z potwornego uniwersum, bo dostrzegam w nich potencjał. Jeden z lepszych blockbusterów ostatnich lat!

    PS: Niech Edwards się uczy, że tytuł do czegoś zobowiązuje!

    7/10




    Basen
    (2003)

    Gdy w finale filmu okazuje się, że Julie nie istniała, a raczej to nie ją Sarah spotkała w domku z basenem we Francji, cały seans zostaje podporządkowany temu właśnie twistowi. Szkoda, bo wolałbym, aby dziewczę, które rozpaliło i zafascynowało dojrzałą kobietę swoją autodestrukcyjną traumą istniało naprawdę. To mogła być odpowiedź na Nóż w wodzie, odpowiednio skąpana w erotyzmie i ze zbrodnią w tle. Niestety, Julie to personifikacja weny twórczej Sarah, muza, która nie istnieje. A skoro nie istnieje to burzliwe relacje między kobietami również nie istnieją, tak samo jak nie istnieje przemiana głównej bohaterki - skostniałej, znudzonej i nieco zagubionej pisarki.
    Takie przewrotki fabularne mają to do siebie, że podporządkowują cały film jednemu wydarzeniu, jednej scenie, często całkowicie wykluczając pozostałe, równie udane, a może nawet i lepsze.
    Ozona na pewno jeszcze obejrzę, bo ma on oko do erotyki i kobiecych ciał, doskonale opowiada za pomocą szczegółów i potrafi z namaszczeniem celebrować tytułowe miejsca.

    5/10





    Southbound
    (2015)

    Przy tym segmenciaku uwidoczniła się przede mną, po raz pierwszy tak bardzo, wady, podobne do tych, które dostrzegłem również w krótkich opowiadaniach grozy - powierzchowność i niewykorzystanie potencjału. W przypadku tego typu horrorów ze względu na metraż i środki nie da się niektórych rzeczy zrobić inaczej, ale ja postawiłbym na dwa, trzy segmenty, w których eksponowałbym mocne strony materiału. Przede wszystkim wykorzystałbym gore i charakteryzację, które wyszły nad wyraz dobrze, a także płynne przejścia pomiędzy historiami, które sprawiają, że pustynne bezdroża poza czasem i przestrzenią wydają się ogarniać jeszcze większe terytorium i oddziałują jeszcze mocniej swoją aurą.
    Na szczególną uwagę zasługuje segment z mężczyzną, który postanawia uratować potrąconą dziewczynę. Komunikowanie się z operatorką telefonu alarmowego to super zabieg narracyjny, a przewrotne tortury, w które zamieniają się chęci pomocy i ratunku, sprawiają, że segment staje się Koszmarem z ulicy Wiązów, gdzie ironia i makabreska to synonimy. Historia ta również jest najlepiej nakreślona, ponieważ nie posiada zbędnego, nakreślonego hasłami tła i ma wyraźną kompozycję. Pozostałe są dużo mocniej rwane i próbują opowiedzieć coś o wiele, wiele większego, jednak rwą się niczym hejnał mariacki ze względu na metraż.
    Przyczepić się można również do kiepskiego aktorzenia, niepotrzebnych i okropnych efektów CGI czy dziwnych eksplozji groteski i slapsticku (np. kreskówkowe ślizganie się we krwi).
    Doceniam za nietypową scenerię i świadomość gatunkową twórców (złowieszcze radio, maski, rytuały, potwory w ludzkiej skórze, stacja benzynowa).

    5/10






    Contratiempo
    (2016)

    Wolałbym, aby intryga rozbiła się o ludzkie dramaty, a piętrowe zwroty akcji ustąpiły miejsca aktorskiej śmietance. Finał z wykładaniem kolejnych niuansów intrygi podstarzałego małżeństwa brzmi nieco niewiarygodnie i nie ma odpowiedniej mocy. Doceniam zawiłość, jednak bez oparcia aktorskiego nie wybrzmiał najważniejszy element - fatalny finał miłosnego czworokąta, który pociągnął za sobą śmierć młodego. Niemniej to nadal dobrze skonstruowany i opowiedziany thriller prosto z Hiszpanii. Oni tam nie idą na łatwiznę, ale z armat też nie strzelają. Po huraganie filmów z finałowym twistem nie zaskakuje, zwłaszcza jak się widziało choćby Zaginioną dziewczynę

    PS: Operowanie detalami podwaja moc wciągania filmu.

    6/10





    Ostatnie dni na pustyni
    (2015)

    Postna medytacja Jezusa na pustyni to mistyczny samograj. Surowa i bezduszna samotnia, na której Chrystus wznosi niemy krzyk do Ojca z zapytaniem: "Co dalej?!", starcie z Szatanem, powolny i pozwalający się wyciszyć rozdział z intensywnego życia cudotwórcy. Łatwo tu jednak przegiąć, mistycyzm może ustąpić nudzie, a surowa przypowieść może prędko zamienić się w jałową opowieść o facecie lampiącym się na kaktusy.
    Film Rodrigo w pewnym momencie też taki się staje, a następuje to wtedy, gdy alter ego bohatera, czyli zreinterpretowany Szatan, kończy swe kuszenie, a raczej, poprzestaje na czczych przechwałkach i pogróżkach, a sam Jeszua wycofuje się z historii i ustępuje pola pustynnej rodzince. Puenta filmu w tym momencie się rozmywa, zagubiony i niewiedzący co mówić Rabbi zaczyna ciążyć całej historii, a finał, mimo iż jasny (obaj mężczyźni poświęcają życie, aby kogoś uwolnić od pewnego ciężaru) wydaje się nieco naciągany w kontekście działania świata przedstawionego. To nie ojciec poświęca się, by uwolnić syna, to Jezus składa go na ołtarzu ofiarnym dojrzewania potomka. W takim razie, skoro tak jest, to z jakim pytaniem Jezus wyruszył w podróż i jaka jest na nie odpowiedź, skoro rodzina nie wpłynęła na niego, lecz on na nią i jej losy? Wydaje się, że wprawiono tu w ruch scenariuszowe klocki w podobny sposób jak w scenie z płonącym ciałem ojca. Nie wiadomo, kto i po co to zrobił, mimo iż nie musiał, ale Jezus stojący nad płonącym ołtarzem całopalnym ze wschodem słońca w tle to widok iście mistyczny.
    Może to właśnie jest problem tego filmu: sztuczne pompowanie nastroju zadumy i duchowości, nie mające nic wspólnego z logicznym działaniem i następstwami pewnych działań i zjawisk. Wolałbym, aby ten film, a raczej ta przypowieść, polegała na walce między Jezusem i jego alter ego o dusze rodziny (świetna scena z kuszeniem za pomocą pożądania matki) oraz wnioskach płynących z tego, jak w tym wszystkim zachowała się rodzina - i tu na scenę mogłoby wkroczyć symboliczne poświęcenie się ojca za wolność syna i uwolnienie go od katorżniczego żywota na pustyni.
    Niezły, pięknie sfotografowany i z potencjałem, zresztą jak każda biblijna historia, jednak pozbawiony tego pierwiastka meta, który miała Pasja  (nadmienić trzeba, że film Mela bez slow otoczki bronił się doskonale i wprowadzał w stan mistyczny, no, ale tam aktorzy musieli mówić po hebrajsku i aramejsku, scenariusz oparty był na kanonie i jedynie go ubogacał, a całość pozbawiona była mętnych rozważań na tematy biblijne). Idea dualizmu dobra i zła w człowieku - jak najbardziej słuszna, wnioski - zbyt szybkie, pobieżne i jakieś takie niezrozumiałe.

    5/10




    Botoks
    (2017)

    Tak, to ten film, w którym dobro toczy walkę ze złem, światłość z ciemnością, a mężczyznom na seansie pocą się ręce.
    Patryś Vega za serial Pitbull ma u mnie naprawdę niezłe fory, lecz to, co zrobił do tej pory z Prawdziwymi psami i to, co uczynił kinematografii polskiej tego roku nie mogę puścić mu płazem.
    Tu już nie chodzi o to, że jakiejś grupie społecznej się oberwało, bo akurat służba zdrowia pawulonu dość nawstrzykiwała i ogólny niesmak w czasie wizyty w szpitalu jest nadal. Ba, nawet nie chodzi o to, że ten film w sposób kontrowersyjny porusza tematy, o których wolimy milczeć, bo to raczej norma, nawet w mainstreamowym kinie polskim. Tu przede wszystkim boli fakt, że tylu świetnych aktorów i tyle aktorek marnuje swój żywot, aby brać udział w eksperymencie Vegi, w którym prawdziwy świat zastępuje chora wyobraźnia redaktorów gazet typu Fakt i Super Exrpess oraz portali internetowych pokroju Pudelka czy Pomponika.
    Jasne, o stosunku z psem słyszałem, okradaniu denatów - jak najbardziej, kliniki aborcyjne - no ludzie, kto w 2017 nie potrafi wskazać palcem tych, co robili skrobanki. To wszystko ma w sobie okruchy prawdy, da się z tego wyłuskać fakty, ale Vega woli kręcić bekę i paranoję do tego stopnia, że gdy ojciec - policjant nakrywa córkę na stosunku z psem, zostaje przez niego pogryziony i w końcu strzela do zwierzęcia z broni służbowej i go zabija. Po tej scenie autentycznie nie wiedziałem, gdzie Vegeta wystrzelił mój mózg.
    I właśnie na tym absurdalnym koncepcie reżyser opiera swoją historię o aborcji. Ze wszelkich patologii, odchyłów i incydentów robi pewniaki, normy i szarą codzienność, z ludzi kretynów, z socjopatów psychopatów wyjętych z klisz horrorów, z kobiet kretynki itd.
    A wszystko spięte pretekstową nicią fabularną - historią pseudo przyjaźni kobiet, które walczą ze złym światem. Klan idzie pod rękę Kartonami, niewybredne dowciapy o kupowaniu kondomów z widokiem umierającego płodu. Reżyser żongluje kilkunastoma podpalonymi drinami i wszystkie wypadają mu z rąk i rozlewają się na twarzy. Ale jest dobrze. Kontrowersja wzbudzona, szum medialny - rozpętany, pieniądze się zgadzają, w internetach memy same się robią. Vega znowu wygrał, ale tym razem udało mu się coś, od czego wcześniej jednak dzieliła go jakaś granica. Niewidzialna i umowna, poczucie, że nie, nie można do końca tak rżnąć głupa i mieć za głupa widzów. Lecz stało się. Zrobił wujowy film. Po prostu.

    2/10




    Baby Driver
    (2017)

    Kolejny hołd złożony retro OST, ubrany w szaty klisz i schematów kina sensacyjnego. Wright kreuje do tego stopnia swój film, że podporządkowuje muzyce nie tylko ruchy bohaterów oraz ich zachowania, ale również scenografię, w której nawet murale wykrzykują słowa piosenek. Niestety, w pewnym momencie następuje przeładowanie, zupełnie jak w Suicide Squad i film staje się wręcz nieoglądalny przez niecichnącą muzykę. Z jednej strony pozwala to wejść w skórę tytułowego Baby'ego, chociaż myślę, że narastająca co jakiś czas muzyka wystarczyłaby. Gdyby Wright miał nakręcić film o niewidomym zabójcy, prawdopodobnie przez dwie godziny widz oglądałby jedynie ciemność.
    I właśnie przez konstrukcję na zasadzie - najpierw muzyka, potem fabuła, film wydaje się podporządkowany motywom na soundtracku tak bardzo, że cała reszta próbuje nadgonić cool piosenki i też być fajna. Zwłaszcza Ansel, który ze swoją pucołowatą i słodką facjatą chłopaczka z sąsiedztwa, biega po planie filmu sensacyjnego jakby to był musical. Za grosz w tym zabawy, czuć, że ktoś chce tu być pozerem większym niż życie. Nie wiadomo jednak, czy to reżyser, który nie potrafi zdecydować się na tonacją filmu - zabijamy czy słuchamy, czy odtwórca głównej roli, który zrywa ze swoim emploi nijakiego chłopca na rzecz...nijakiego chłopca.
    Niemniej, gdy w połowie filmu pozorowana zabawa w policjantów, złodziei i zwyrolów kończy się (mimo iż tak naprawdę poziom przemocy jest na takim poziomie, że ciężko wierzyć, iż Baby czerpał przyjemność z napadów i tego co robi) i zaczyna się branie na klatę półświatka z jego niepisaną zasadą: "brak zasad", robi się naprawdę fajnie. Film przestaje być cool i staje się cool. Efekciarska akcja znajduje oparcie w dramacie dwójki zakochańców i nareszcie widz nie ma poczucia, że ogląda jedynie teledysk, w którym ktoś nawrzucał bohaterów freaków i napisał im cwaniackie teksty. Dlatego, gdy finałowy skok nie idzie po niczyim planie albo gdy podczas zakupu broni padają strzały - mój wewnętrzny zabijaka zapiszczał. Ucichł niestety podczas samego finału, przesuniętego w czasie i zbyt naiwnego, a tym samym - wracającego do cwaniactwa i powierzchowności z początku filmu.

    PS: Przez ten film zacząłem szanować filmową ciszę. Scena, w której Buddy pojawia się w barze, gdzie pracuje Deborah mogłaby być gigantem napięcia. No, ale w tle musiał sobie lecieć jakiś fajny kawałek. W scenach napadu w sumie też. I w ogóle w całym filmie. Metoda inna, ciekawa, nieszablonowa, ale do teraz mam dziwne wrażenie, że ktoś zrobił to tylko po to, aby pochwalić się jak sprawnie potrafi szukać muzyki do filmu i ugłaskać fanów fali retro podniety. Puenta: Wright robi inaczej niż wszyscy to samo co wszyscy.

    6/10





    Wonder Woman
    (2017)

    Wstrzymywałem się dość długo z seanse z prostej przyczyny - Wonder Woman to strasznie nudna postać. Mitologiczne uniwersum, polegające na pompowaniu efekciarstwa w świat mitów i legend, umiejętności i moce oparte o owe uniwersum i skupiające się na niezniszczalności i super sile oraz dość jednolity panteon przeciwników - proporcjonalnie niezniszczalnych i silnych do postaci Diany. Na dodatek to dziwne uczucie, że to Kapitan Ameryka i Superman w żeńskiej formie.
    Poniekąd tak właśnie jest, ale film Patty Jenkins emanuje jakąś taką szczerością i inaczej podchodzi do kwestii, wydawałoby się już ustalonych. Zachwycający jest tu przede wszystkim szczery heroizm i to nie tytułowej bohaterki, lecz jej kompana - Steve'a. to jak on bierze na klatę całe wydarzenia i jak bezinteresownie "struga" bohatera - działa. Naiwne to i łatwe w kontekście pisania scenariusza, ale to po prostu działa. Steve ratuje świat, bo tak trzeba, przecież w nim żyje i nie może pozwolić sobie na bezczynność. I to on wygrywa w starciu "najlepsze superbohaterskie poświęcenie", to on ratuje świat o wiele lepiej niż Kapitan Ameryka, bo Rogers mógł po prostu wyskoczyć i nic by mu się nie stało, Trevor nie mógł i został do końca. Jednak najważniejsze, że w jego spojrzeniu aktor umieścił więcej słów i emocji niż wydusił z siebie pikujący w statku Hydry Kapitan. Postać grana przez Pine'a jest wręcz unikatowa na skalę filmów superbohaterskich, bo nie jest jedynie bierną połówką tytułowego herosa. On bierze czynny udział w wydarzeniach na ekranie, nie jest ratowany i niejednokrotnie to on ratuje z opresji Dianę i najważniejsze - jego relacje z superbohaterką nie są oparte na perfidnym i niepotrzebnym romansie. Dopiero kobieta w kinie superbohaterskim pokazała jak należy pokazać w sposób subtelny miłość łączącą dwa różne światy i dwie różne epoki.
    Te umiejętne podejście reżyserki do tematu sprawia, że nawet konkluzja dotycząca świata, który nie jest czarno biały brzmi niezwykle świeżo z racji, że jest przefiltrowana przez próbę powstrzymania złoczyńcy. Po śmierci generała zło całego świata nie znika, gra się nie kończy, cud nie następuje. Niezbyt odkrywcze, ale jakże świeże w gatunku, który zwykle na tym schemacie się opiera.
    Jednak pomimo delikatnej, kobiecej ręki oraz uroczego występu Gadot film jest koniunkturalny. Zwrot WB/DCU w stronę "bycia cool" sprawił, że uniwersum poniekąd zatraciło swoją autonomię. Spuścili z tonu i zrezygnowali z namolnej symboliki, jednak wpadli w pułapkę taśmowości. Cierpi na tym cały film i ostatecznie ogląda się go jak kolejny film komiksowy, już bez podziału na to, kto i jak go wyprodukował i z jaką pompą wypuścił do kin. I wracają typowe problemy kina superbohaterskiego: dziurawy scenariusz (zwłaszcza w kwestiach mitologii i wydarzeń ze świata przedstawionego - jak, do cholery, Wonder Woman pozostał niezauważona do XXI wieku?!), kiepski villain, plastikowe wykonanie (zwłaszcza w kwestiach walki)), zły Hollywood (wyjście z okopu - brakowało tylko jakiejś piosenki Imagine Dragons).
    Szumu WW w gatunku nie zrobiła i rewolty nie będzie. To po prostu siermiężnie wykonany, kolejny odcinek superbohaterskiego serialu, w którym pobrzmiewa wiele dobrego, ale cóż z tego, skoro trzeba trzymać się wytycznych z książki "Jak osiągnąć sukces w box officie".

    6/10



    Powtórki



    Thor 2 (2013)

    Jaki tam Mroczny Świat, po prostu - ciemny, zrobiony przez ludzi bez krzty pomysłowości, nudny i taki szorstki jak piasek, który na nim zalega...
    I nie było aż tak mrocznie, ba, nie było nawet źle. To nadal jeden z gorszych filmów w MCU, który serwuje wiele zmian, wiele emocji, wiele zwrotów akcji, wiele samej akcji, a ostatecznie widz pamięta jedynie te zwroty akcji. Cała reszta - topornie, odtwórczo, tak sobie. Czarny charakter dalej do dupy, rozszerzenie mitologii świata jakieś takie chaotyczne i nagłe, wpływ na uniwersum znaczący, a nadal zaprzepaszczony przez zbyt wolny i niezbyt inwazyjne zabiegi twórców...ale! Śmierć Friggi - szacun za reakcję synów. Ale potem standardowo - nudna akcja ze skakaniem przez teleporty w finale, suchy humor, udupianie postaci - Selvig nagi - wtf?! itd. I potem twist z odciętą dłonią Thora, a później finał! To było naprawdę zaskakujące, no, ale to w gruncie rzeczy dzięki Lokiemu, który pochłania charyzmę innych niczym czarna dziura.
    Po powtórce aż takich jaj nie ma, to nadal najgorszy komiksowy bullshit i nijaka stylistyka, ale na wielu płaszczyznach daje tą prostą, marvelowską rozrywkę i fajnie się ogląda, bo to jeden świat i Loki może drzeć łacha z Kapitana, omomom!

    6/10






    Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz
    (2014)

    Jeśli chodzi o remaki Gorączki w kinie superbohaterskim Zimowy Żołnierz zajmuje zaszczytne drugie miejsce, zaraz za Mrocznym Rycerzem. Więcej, to jeden z najlepszych o ile nie najlepszy film Marvela. Nie dość, że po powtórce jeszcze lepiej realizuje znamiona sensacyjniaka, to na dodatek doskonale rehabilituje Kapitana Harcerza, który zyskuje ludzką twarz, przestając być tym samym pomnikiem tandetnego patriotyzmu, organizację HYDRA, która nareszcie nie przypomina Szturmowców/Kitowców czy innych pionków, a zostaje przeobrażona w masońską lożę, pociągającą sznurkami na całym świecie, a co najważniejsze - rezygnuje z dowcipasów, potęgując powagę i to bez wpadania w zadęcie. Można? Da się?! No pewnie. Villain działa, ma charakter, nie jest jednolicie zły i nie ma przetrąconego na zawsze kręgosłupa moralnego. Kapitan nie chodzi w stroju napletka. Całość nie odbywa się w świecie rodem z Galaktyki Kurvix, lecz jest mocno osadzona w świecie rzeczywistym (wojskowy żargon i tajniacy zawsze działają). Sceny akcji nie muszą polegać na testowaniu umiejętności wytwarzania pocisków energii bądź ciskania protonowymi kulami zagłady.
    A najlepsze jest to, że ten film zrobili anonimowi bracia R., znani z noszenia kawy na planach wielkich produkcji i cięcia dźwięku w AudaCity. Ci goście zrobili film, w którym trykociarze piorą się po mordach bez trykotów, a ty, widz, wierzysz w nich z całego serducha. Niesamowite!

    PS: I wcale nie trzeba rozciągać tego uniwersum nawiązaniami z kosmosu i absurdalnymi scenami po napisach. Niech się wszyscy uczą, zwłaszcza ty Whedon, Gunn i reszta frajerni!

    9/10




    Wściekłe psy
    (1992)

    Od debiutu świat Q.T.  niewiele się zmienił. Faceci z wielkimi jajami i spluwami gadają o pierdołach, z dowcipasów strzela się częściej niż z broni, a na rozlew krwi tj. rozładowanie napięcia czeka się wieczność. I za to uwielbiam i nienawidzę Tarantina. Uwielbiam słuchać tych dialogów o dupie marynie, których wkład w charakterystykę postaci czy oś fabularną jest znikomy. Uwielbiam patrzeć na dorosłych facetów, którzy zamiast rozwiązywać problemy, tworzą je ględząc, ględząc i ględząc. Uwielbiam obserwować jak nic się nie dzieje, bo jednak coś się tam dzieje. Mam jednak z tyłu głowy poczucie, że coś tu nie gra, że ta amatorska fuszerka trwa już tyle lat, a wszyscy mają to za przejaw geniuszu. Jednak łykam to, raz po raz, nawet te same schematy: siedzi sobie kilka postaci w jednym pomieszczeniu, czekają, gadają, zabijają się.
    Być może nigdy nie pokocham Tarantina, jednak doceniam go. Za tę zabawę, nieco mniej za krzyczenie: "Retro jest zajebiste!" (chociaż to może przez dzisiejszą modę w Hollywood), na pewno więcej za wyciskanie z aktorów siódmych potów i pieszczenie oraz polerowanie tych durnych dialogów. Tarantino to osobistość, się wie, może nieco za dużo ględzi.

    PS: Za segment z Panem Pomarańczowym podnoszę, bo jego przygotowanie do bycia gangusem to genialne połączenie nerwówki z gagiem.

    7/10





    Słaby punkt
     (2007)

    Już wiem na czym polega mój zachwyt filmami widzianymi prawie dekadę temu - twist, który zwala z nóg. Po latach albo mam go w głowie, albo wyczulam się na tego typu zabiegi, no i niestety okazuje się, że większość produkcji to na nim opiera swoją siłę przekazu.
    Nie inaczej jest z sądowniczym hiciorem z Hopkinsem parodiującym rolę z Milczenia owiec oraz młodziutkim i paskudnie drewnianym Goslingiem. Cały film spiera się asekurancko na finałowym twiście, do którego dąży - wyjaśnienie szatańskiej układanki Teda. W tle przewijają się fajne wątki korpo walki o stołki, zakazanego romansu z przełożonym i moralnych zagwozdek, ale kto by na to zwracał uwagę, gdy do wyjaśniania jest sprawa większa niż życie. Tak robi bohater, na to czeka widz. No, ale potem zostaje jedynie wspomnienie fajowej maszyny na kulki Teda, jego monolog o sprawdzaniu pęknięć na jajkach, no i ten nieszczęsny twist na końcu. Sory, nawet śmierć żony i kochanka nie rusza, gdy czekasz na wyjaśnienie tego całego cyrku. Tak być chyba nie powinno.

    6/10




    Simpsonowie
    (2007)

    Obserwacje powtórkowe: Fabuła wydaje się podążać od gagu do gagu i trzymać na słowo honoru, jednak film to niezła zajawka na serial, która daje ogląd na to obszerne i niezwykle fajne uniwersum. Zachwyt zelżał, ale to nadal poryta komedia, której bez seksu i kloaki udaje się rozśmieszać. Szacun!

    7/10




    Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów (2016)

    Obserwacje powtórkowe: Fabula wydaje się o wiele bardziej pretekstowa, zwłaszcza główny zły, który pojawia się tylko po to, aby skłócić głównych bohaterów i nadać nowy kształt uniwersum przed przyjściem Thanosa. Nadal to pyszna rozrywka, ale im więcej bohaterów na ekranie, tym ich wątki są coraz bardziej ucinane, a całość musi być podporządkowana projektom za 5,10, 15 lat. O jeden poziom niżej od Winter Soldiera, czuć, że tym razem Russo musieli wrzucić więcej komiksowych bzdur, co im niezbyt pasi.

    8/10




    Kalwaria
    (2014)

    Obserwacje powtórkowe: Nadal broni się jako genialna interpretacja Męki Pańskiej, przeniesiona w klimaty prowincji irlandzkiej. Może nieco za dużo ordynarnej groteski, która miejscami zamienia seans w angielską komedię z karykaturalnymi postaciami. Niemniej strzelba Czechowa pluje ogniem aż miło, a ludzie rozliczają się z ludźmi za własny ból, za własne straty, cierpienia, grzechy. Zaduma gwarantowana.

    7/10






    Stygmaty (1999)

    Wow, już zapomniałem, że ten film ma tyle z horroru, co Okno na podwórze z thrillera. To bardziej teledyskowy klip utrzymany w gotyckiej stylistyce, spotkanie Deckarda i Neo w kościele i ich rozmowa na temat wiary u schyłku XX wieku. 
    Prawdopodobnie przez dekadencką aurę za oknem i złowróżbny przekaz na temat Kościoła film uznany został właśnie za kino grozy. W gruncie rzeczy to o wiele bardziej przyziemna historia stygmatyczki-ateistki, która zostaje wybrana do wygłoszeni apokryficznej, aczkolwiek pięknej tezy. Nie liczą się świątynie, nie liczy się rytuał i nie liczą się księżą, lecz liczy się ta niesamowita moc, która spaja ludzi, ten ponadbyt, który jest w każdym z nas. Rozbij belkę, a znajdziesz mnie, podnieś kamień, a będę tam. 
    Jasne, mimo szlachetnego przekazu cały film wieje tanią sensacją, próbuje lecieć na fali teorii spiskowych i faktów ze stron paranaukowych, lecz nie da mu się odmówić charakteru. Zwłaszcza wtedy, gdy nadnaturalna moc eksploduje z postaci głównej bohaterki i rozbija materię dookoła. A krople powoli skapują do przepełnionej wodą wanny...
    Reszta po staremu. Samotny ksiądz-banita w walce ze złymi członkami Kościoła, zakazane uczucie, efekciarski pokaz efektów specjalnych, happy end i zawieszenie akcji na zasadzie zadanego pytania: Co z tym zrobisz, człowieku?
    Stylowo, lecz pachnie tu tanim show.

    6/10





    Dom w głębi lasu (2012)

    Korpo kulisy straszenia. Błyskotliwy pastisz na miarę Krzyku, z idealnie zarysowaną granicą między humorem a krwistym slasherem. Niestety, tak jak Scream operuje na kliszach i durnych schematach i mimo iż je wyśmiewa, to ostatecznie nie potrafi sobie z nimi poradzić i porządnie rozliczyć z nich gatunku. Widać to zwłaszcza w finale i całemu mechanizmowi korporacyjnemu. Dużo lepiej, gdyby zrezygnowali z wchodzenia na poziom ogólnoświatowy i metafizyczny i zrobili talk show dla bogaczy, którzy chcą zobaczyć nieco krwi. Budzenie Przedwiecznych wydaje się być oderwane od czegokolwiek, co widz może znać z gatunku i stoi zbyt mocno w opozycji do zgrywy jaką robią sobie twórcy z m.in. Martwego zła.

    6/10


  • Zobacz całego bloga

recenzje (40)

Zapijaczony i styrany życiem Max doszedł do wniosku, że normalne życie to nie jego życie. Z chęcią dokonałby żywota w jednym z obskurnych barów w Nowy ... więcej

wszystkie recenzje

najwyżej oceniane

  • { t:1343422082 ,eId:187 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Bo takiej katastrofy jeszcze nikt nie nakręcił' ,d:{ y:2012 ,m:1 ,d:1 } ,lc:16 , lu: [ 309357 , 1013895 , 1044636 , 1283476 , 1681862 , 1924710 , 1954489 , 2055961 , 2056883 , 2179080 , 2352350 , 2371236 , 2768028 , 2968575 , 3508367 , 3736977 ] , a: 0 }
  • Mulan
    1998
    { t:1281794496 ,eId:539 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2010 ,m:8 ,d:14 } ,lc:5 , lu: [ 1180926 , 2741608 , 2968575 , 3736977 , 3805013 ] , a: 0 }
  • { t:1398232892 ,eId:915 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Świetnie umiejscowienie akcji w okresie zimnej wojny. Najbardziej wzruszające i najlepsze poświęcenie w filmach animowanych+najlepsza końcowa scena. Wielbię' ,d:{ y:2014 ,m:4 ,d:23 } ,lc:1 ,cc:1 , lu: [ 1041675 ] , a: 0 }
  • { t:1281790695 ,eId:936 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2010 ,m:8 ,d:14 } ,lc:19 , lu: [ 120445 , 809093 , 1240833 , 1358046 , 1681862 , 1924710 , 2055961 , 2187398 , 2276088 , 2282120 , 2352350 , 2371236 , 2519557 , 2659379 , 2728817 , 2741608 , 2768028 , 3144309 , 3600093 ] , a: 0 }
  • { t:1482053225 ,eId:964 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Przygoda i zabawa tętniącym sercem animacji. Przecieramy szlak! Cortez - prawdopodobnie najlepszy epizodyczny czarny charakter w animacji' ,d:{ y:2010 ,m:8 ,d:14 } ,lc:2 , lu: [ 2495447 , 3736977 ] , a: 0 }
  • { t:1454489969 ,eId:1065 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Postarzał się, ale to nadal najlepsze fantasy i kino drogi jakie kiedykolwiek powstało.Ta część najbardziej podkreśla przygodowy charakter serii.' ,d:{ y:2016 ,m:2 ,d:1 } ,lc:27 ,cc:4 , lu: [ 1358046 , 1116336 , 2758380 , 3022963 , 1240833 , 2741608 , 1402159 , 2918061 , 2371236 , 2187398 , 309357 , 658170 , 2519557 , 2583391 , 3305620 , 2795741 , 1954489 , 3489565 , 2032117 , 2092566 , 2903212 , 3600093 , 3736977 , 3508367 , 1686213 , 3805013 , 3144309 ] , a: 0 }
  • Aladyn
    1992

ostatnio oglądane

  • Śmierć nadejdzie dziś
    • 2017
    • Happy Death Day
    { t:1515864502 ,eId:465839 ,uId:1456248 ,r:5 ,c:'Bardzo świadomy+bohaterką, która odbywa autentyczną wędrówkę+superaśną maską. Obowiązkowy twist psuje radochę z oglądania tej zadziornej pętli czasowej. Outro<3' ,d:{ y:2018 ,m:1 ,d:13 } ,lc:1 , lu: [ 1655387 ] , a: 0 }
  • Jackie
    • 2016
    { t:1515321311 ,eId:753715 ,uId:1456248 ,r:4 ,c:'JFK zginął w zamachu,rozmawiał z Dr Manhattanem i spotkał Foresta Gumpa.Jackie zorganizowała mu tylko pogrzeb.Scena tańca na balu-tak powinien wyglądać ten film' ,d:{ y:2018 ,m:1 ,d:7 } ,lc:2 ,cc:2 , lu: [ 2741608 , 468773 ] , a: 0 }
  • Smoleńsk
    • 2016
    • Smoleńsk
    { t:1515284687 ,eId:650957 ,uId:1456248 ,r:1 ,c:'JFK po polsku. Ten film otworzył mi oczy na tę tragedię i kinematografię. Monumentalny, a równocześnie kameralny. Każdemu z nas ktoś zginął pod Smoleńskiem' ,d:{ y:2018 ,m:1 ,d:7 } ,lc:6 , lu: [ 2741608 , 2640182 , 1352609 , 3793880 , 2968575 , 2354106 ] , a: 0 }
  • Blok 99
    • 2017
    • Brawl in Cell Block 99
    { t:1515328486 ,eId:781007 ,uId:1456248 ,r:8 ,c:'Przemoc w stanie czystym. Łamanie kończyn, zgniatanie i rozdzieranie drogą do zemsty. Zahler, nie zmieniaj się. Vaughn już nigdy nie będzie tym samym aktorem' ,d:{ y:2018 ,m:1 ,d:6 } ,lc:2 ,cc:2 , lu: [ 975365 , 3293949 ] , a: 0 }
  • { t:1515091452 ,eId:763812 ,uId:1456248 ,r:8 ,f: 1 ,c:'Renner mógłby cały film polować na pumy i wilki, a i tak miałbym ciary. Prawdopodobnie kryminał 2017! Ależ złożony! Sheridan rzucił rękawicę samemu Fincherowi!' ,d:{ y:2018 ,m:1 ,d:3 } ,lc:7 , lu: [ 2968575 , 975365 , 1352609 , 915261 , 3866445 , 658170 , 703793 ] , a: 0 }
  • Dżungla
    • 2017
    • Jungle
    { t:1515009172 ,eId:765956 ,uId:1456248 ,r:6 ,c:'Zjawa w buszu, lecz bez duszy i Lubezkiego za kamerą. Fajna rozpiętość survivalowych wyzwań (robak na czole wymiata!), jednak sama wyprawa dość pretekstowa' ,d:{ y:2018 ,m:1 ,d:3 } , a: 0 }
  • Dunkierka
    • 2017
    • Dunkirk
    { t:1514365627 ,eId:681141 ,uId:1456248 ,r:7 ,c:'Gruba niebieska krecha. Niszowy mainstream. W ciszy, z niewielką ilością kul i torped, za to z ciągłym napięciem, Nolan portretuje na nowo koszmar wojny.' ,d:{ y:2017 ,m:12 ,d:25 } ,lc:6 ,cc:10 , lu: [ 2032117 , 942511 , 1044636 , 3736977 , 2185960 , 2741608 ] , a: 0 }
  • Czarne święta
    • 1974
    • Black Christmas
    { t:1514242542 ,eId:37914 ,uId:1456248 ,r:4 ,c:'Odwieczne pytanie gatunkowe: "Ofiary są tak tępe, czy zabójca ma takiego farta?" + choinka w tle. Bożonarodzeniowy pieróg bez farszu, niedogotowany, zleżały' ,d:{ y:2017 ,m:12 ,d:25 } ,lc:2 , lu: [ 2353874 , 3736977 ] , a: 0 }
zobacz więcej

chcę obejrzeć

gry

  • { t:1513512424 ,eId:628169 ,uId:1456248 ,r:6 ,c:'Symulator masowego zabójcy. Pod kanciatymi technikaliami masa fajnych pomysłów zaczerpniętych z innych gier. Fabularnie - Hollywoodzki rozpylacz absurdu' ,d:{ y:2017 ,m:11 ,d:27 } ,cc:44 , a: 0 }
  • { t:1511735248 ,eId:747715 ,uId:1456248 ,r:5 ,c:'No tak średnio widzi mi się ganianie za częściami do wozu po pustkowiu i wypełnianie naprawdę durnych i schematycznych zadań pobocznych.' ,d:{ y:2017 ,m:11 ,d:5 } , a: 0 }
  • Dying Light
    • 2015
    • Dying Light
    { t:1508615763 ,eId:685670 ,uId:1456248 ,r:7 ,f: 1 ,c:'Świetna fizyka, system parkour i Harran-turystyczne miasteczko po sezonie turystycznym, za to w sezonie zombie.No, ale fabułę to już dorobili na końcu. Polska!' ,d:{ y:2017 ,m:8 ,d:25 } ,lc:2 ,cc:6 , lu: [ 414741 , 1062183 ] , a: 0 }
  • Crysis
    • 2007
    { t:1503645168 ,eId:608586 ,uId:1456248 ,r:2 ,c:'Poczułem się jakbym odpalił pierwszego Far Cry. Cóż ze swobody, skoro ten papierowy świat jest tak tragiczny. A te drzewa, ważące tyle co powietrze...' ,d:{ y:2017 ,m:8 ,d:24 } ,cc:6 , a: 0 }
zobacz więcej
katedra Online
Na filmwebie od:
14 sierpnia 2010
Boże, użycz mi po­gody ducha, abym godził się z tym, cze­go nie mogę zmienić, od­wa­gi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i szczęścia, aby mi się jed­no z dru­gim nie po­piep­rzyło